Gdzie powstają pieniądze?

To banalnie proste, ktoś mógłby powiedzieć. Wystarczy sięgnąć do konstytucji i przeczytać, że bank centralny, czyli Narodowy Bank Polski, ma „wyłączne prawo” do emisji pieniądza. Każdy przecież widzi, że nie ma innej polskiej waluty niż ozdobiony orłem i portretami królów złoty, wytwarzany na zlecenie banku centralnego w mennicy. Czasami ważniejsze jest jednak to, czego nie widać.

Jak w wielu dziedzinach życia, często jest inaczej niż wygląda to na pierwszy rzut oka, a o podmiotach odpowiedzialnych za stworzenie przeważającej części pieniędzy, którymi się posługujemy, nie ma ani słowa w konstytucji.



O prawo do emisji pieniądza od wieków trwały zmagania. Pieniądze są ludziom niezbędne by zarabiać oraz prowadzić interesy i są oni skłonni ponosić koszty w zamian za samą możliwość posługiwania się nimi. Bez pieniędzy ciężko wyobrazić sobie jakiekolwiek bardziej zaawansowane społeczeństwo.

Wystarczy przypomnieć jak zaciekle w przeszłości książęta i królowie bronili swej wyłączności do bicia monety, by domyśleć się, jak cenny jest to przywilej. Bardzo ciekawy opis historii pieniądza można znaleźć w książce The Lost Science of Money Stephena Zarlengi.

By zobaczyć skąd się bierze większość pieniędzy, których używamy na co dzień, wystarczy wejść na stronę banku centralnego (www.nbp.pl) i popatrzeć na dane o ilości pieniędzy krążących w gospodarce. Są to tak zwane dane o podaży pieniądza i oto co pokazują:


Jak widać powyżej, gotówka w postaci banknotów i monet stanowi około 11 procent pieniądza w obiegu, zaś prawie 90 procent to depozyty w bankach. To samo możemy zaobserwować w naszym codziennym życiu, gdzie banknotami płacimy tylko w małej części transakcji, a większość, szczególnie tych większych, regulujemy za pomocą kart płatniczych czy przelewów.

A więc, skoro 11 procent pieniędzy w Polsce wyemitował NBP w postaci gotówki, to jak powstało pozostałe niemal 90 procent?

Otóż wykreowały je banki komercyjne. Powszechna jest opinia, że banki komercyjne tylko zbierają depozyty z rynku, następnie udzielają kredytów z tych depozytów, i pieniędzy nie kreują. To nieprawda.

Żeby to dostrzeć, można pójść do banku i wziąć kredyt. Na nasze konto wpłyną wtedy pieniądze, niech będzie to na przykład 10.000 złotych, a bank zapisze taką samą kwotę plus opłaty i odsetki jako nasz dług wobec niego. Wszystko za pomocą kilku (czasami kilkudziesięciu) kliknięć.

Pytanie, czy pieniądze te istniały wcześniej? Wystarczy rzut oka na bilans nasz i banku by poznać odpowiedź.


Bank swoją decyzją o udzieleniu kredytu stworzył elektroniczny zapis gotówki na naszym koncie, czyli nowy depozyt, i odpowiadający mu nasz dług wobec niego (kolor zielony w bilansie klienta). Te zapisy są odzwierciedlone w bilansie banku, gdzie powstał nowy depozyt i nowy kredyt (kolor zielony w bilansie banku).

Bank swoją decyzją wykreował zarówno depozyt jak i kredyt. Wcale nie musiał najpierw zgromadzić depozytów, by z nich następnie udzielić kredytu. Dzięki przyznanym mu przez państwo uprawnieniom po prostu stworzył nowe pieniądze wymienialne w banku centralnym na gotówkę.

Jest to wyłączny przywilej banków i banku centralnego. Żadna inna firma czy podmiot państwowy nie może tworzyć pieniędzy w ten sposób i musi używać tych, które banki wcześniej stworzyły.

Tak stworzony pieniądz bezgotówkowy banki mogą zamienić w jak najbardziej realną gotówkę, wpłacając cześć wykreowanych przez siebie środków do banku centralnego i wypłacając w zamian banknoty wydrukowane przez NBP.

Depozyt utworzony w jednym banku można oczywiście z niego wypłacić i wydać, czy to na przyjemności, czy na inwestycję, a środki trafiają w ten sposób ostatecznie na konta innych osób w innych bankach jako ich depozyty. Mała część zatrzymywana jest jako rezerwy i gotówka, która krąży w gospodarce. Tak więc w skali całego sektora, depozyt stworzony w jednym banku wraca w postaci nowych depozytów do innych banków.

Mechanizm ten pozwala to bankom z jednej strony tworzyć kredyty po stronie aktywów w bilansie, a po stronie pasywów depozyty. Banki działają pod czujnym okiem państwa i muszą przestrzegać regulacji dotyczących ilości kreowanych pieniędzy. Na przykład zobowiązane są do utrzymywania odpowiedniej ilości kapitału w stosunku do aktywów. W Polsce jest to około 10 procent, co oznacza, że z miliona złotych kapitału bank może wykreować 9 milionów złotych kredytów (w bilansie po stronie aktywów będzie miał wtedy kredyty warte 9 milionów złotych i milion złotych gotówki, a po stronie pasywów 9 milionów depozytów i milion złotych kapitału).

Co z tego wynika?
Jedną z konsekwencji takiego mechanizmu tworzenia pieniędzy jest to, że wzrost ilości pieniędzy w gospodarce jest nieodłącznie związany ze wzrostem długu. Rozwój gospodarki wymaga coraz większych ilości pieniędzy, które umożliwiają zawieranie coraz bardziej wyrafinowanych transakcji i gromadzenie oszczędności.

Gdy nikt nie będzie chciał się zadłużać, nie powstaną nowe pieniądze, i ci co się wcześniej zadłużyli nie będą mieli z czego spłacić odsetek od poprzednich kredytów. Zwiększa się wtedy liczba bankructw, a rosnące bezrobocie, strach przed dalszymi bankructwami skłania firmy i ludzi do spłacania swoich długów, co jeszcze zmniejsza ilość pieniędzy krążących w gospodarce i pogłębia zapaść ekonomiczną.

Globalny kryzys pokazał jak wiele problemów to może rodzić. Mimo to, wzrost długu jest nieodłączną konsekwencją obecnie przyjętego na świecie mechanizmu powstawania pieniędzy.

Czy istnieje alternatywa?
Na tyle przyzwyczailiśmy się do obecnego systemu, że traktujemy go jako naturalny i ciężko nam przyjąć, że alternatywa może w ogóle istnieć.

W zeszłym roku dwójka ekonomistów z Międzynarowego Funduszu Walutowego (IMF), Jaromir Benes i Michael Kumhof, w swoim artykule The Chicago Plan Revisited użyła najnowszych modeli ekonometrycznych opisujących gospodarkę amerykańską by sprawdzić jak jedno z takich rozwiązań mogłoby wyglądać w praktyce.

Teoretycznie można sobie wyobrazić sytuację, że bank centralny, dbając o poziom inflacji wprowadzałby do obiegu nowe pieniądze, które dawałyby gospodarce się rozwijać, a nie rodziłyby długów. Z kolei banki nie mogłyby tworzyć nowych pieniędzy, a tylko finansować inwestycje z istniejących depozytów, tak jak na przykład robią to fundusze private equity.
Oczywiście obecny model też ma wiele zalet, a scentralizowanie decyzji co do kreacji pieniądza mogłoby rodzić ryzyko nadużyć.
Pytanie jest też takie, czy może istnieć w społeczeństwie instytucja na tyle godna zaufania, że można by jej powierzyć regulację podaży pieniądza, dbanie o poziom inflacji, a także o wzrost gospodarczy? :)
Trwa ładowanie komentarzy...